Stara koza z koszykiem żegna się na progu domku z siedmioma koźlątkami Przestraszony młynarz posypuje wilkowi łapę białą mąką Koźlątka chowają się w izbie pod stołem, w szafie i w wysokim zegarze Koza i najmłodsze koźlątko przyglądają się wilkowi, który chrapie na łące pod drzewem Koźlątka radośnie tulą się do mamy i toczą duże kamienie Koza i siedem koźlątek wesoło tańczą w kółku wokół studni

Wilk i siedem koźlątek

Mama idzie do lasu · czyta Maja
0:00−6:56

Dla rodziców: W oryginale braci Grimm wilk tonie w studni. W łagodniejszej wersji wpada do niej, wygramala się z powrotem i ucieka do lasu.

Stara koza idzie do lasu i ostrzega swoje siedem koźlątek przed wilkiem, a przebiegły wilk wymyśla jeden podstęp za drugim. Pełna humoru baśń braci Grimm o dzielnej mamie i sprytnym najmłodszym koźlątku, przetłumaczona z niemieckiego oryginału.

Bracia Grimm · 7 min · czyta Maja

Wilk i siedem koźlątek: tekst bajki

Bracia Grimm (1857). Przetłumaczone z niemieckiego oryginału „Der Wolf und die sieben jungen Geißlein”.

Dawno, dawno temu żyła sobie stara koza, która miała siedem małych koźlątek i kochała je tak, jak każda mama kocha swoje dzieci. Pewnego dnia chciała pójść do lasu po jedzenie, więc zawołała do siebie całą siódemkę i powiedziała: „Kochane dzieci, idę do lasu. Strzeżcie się wilka! Jeśli wejdzie do domu, pożre was wszystkie z kopytkami. Ten łotr często udaje kogoś innego, ale po chrapliwym głosie i czarnych łapach od razu go poznacie”. Koźlątka odpowiedziały: „Kochana mamo, będziemy uważać, możesz spokojnie iść”. Wtedy stara koza zabeczała i uspokojona wyruszyła w drogę.

Nie minęło wiele czasu, a ktoś zapukał do drzwi i zawołał: „Otwórzcie, kochane dzieci, wasza mama wróciła i każdemu z was coś przyniosła”. Ale koźlątka poznały po chrapliwym głosie, że to wilk. „Nie otworzymy”, zawołały, „nie jesteś naszą mamą. Ona ma cienki i miły głos, a twój głos jest chrapliwy. Jesteś wilkiem!”

Wtedy wilk poszedł do sklepikarza i kupił sobie duży kawałek kredy. Zjadł ją i dzięki temu głos zrobił mu się cienki. Potem wrócił, zapukał do drzwi i zawołał: „Otwórzcie, kochane dzieci, wasza mama wróciła i każdemu z was coś przyniosła”. Ale wilk położył przy tym swoją czarną łapę na parapecie. Dzieci to zobaczyły i zawołały: „Nie otworzymy! Nasza mama nie ma takiej czarnej łapy jak ty. Jesteś wilkiem!”

Wtedy wilk pobiegł do piekarza i powiedział: „Uderzyłem się w łapę, posmaruj mi ją ciastem”. A kiedy piekarz posmarował mu łapę, wilk pobiegł do młynarza i powiedział: „Posyp mi łapę białą mąką”. Młynarz pomyślał: „Ten wilk chce kogoś oszukać” i odmówił. Ale wilk powiedział: „Jeśli tego nie zrobisz, to cię pożrę”. Wtedy młynarz się przestraszył i wybielił mu łapę. Tak, tacy już są ludzie.

Teraz łotr po raz trzeci podszedł do drzwi, zapukał i powiedział: „Otwórzcie mi, dzieci, wasza kochana mamusia wróciła do domu i każdemu z was przyniosła coś z lasu”. Koźlątka zawołały: „Najpierw pokaż nam łapę, żebyśmy wiedziały, że jesteś naszą kochaną mamusią”. Wtedy wilk położył łapę na parapecie, a kiedy koźlątka zobaczyły, że jest biała, uwierzyły, że wszystko, co mówi, jest prawdą, i otworzyły drzwi. A do środka wszedł nie kto inny, tylko wilk.

Koźlątka przestraszyły się i chciały się schować. Pierwsze wskoczyło pod stół, drugie do łóżka, trzecie do pieca, czwarte do kuchni, piąte do szafy, szóste pod miednicę, a siódme do skrzyni zegara ściennego. Ale wilk znalazł je wszystkie i nie zwlekał ani chwili: jedno po drugim znikało w jego paszczy. Tylko najmłodszego koźlątka, schowanego w skrzyni zegara, nie znalazł. Kiedy wilk najadł się do syta, wyniósł się z domu, ułożył się na zielonej łące pod drzewem i zasnął.

Niedługo potem stara koza wróciła z lasu do domu. Ach, co ona tam zobaczyła! Drzwi były otwarte na oścież, stół, krzesła i ławy leżały poprzewracane, miednica była rozbita na kawałki, a kołdra i poduszki ściągnięte z łóżka. Szukała swoich dzieci, ale nigdzie nie mogła ich znaleźć. Wołała je po imieniu, jedno po drugim, ale nikt się nie odezwał.

Kiedy wreszcie zawołała najmłodsze koźlątko, odezwał się cienki głosik: „Kochana mamo, siedzę w skrzyni zegara”. Mama wyciągnęła je stamtąd, a ono opowiedziało jej, że przyszedł wilk i pożarł wszystkie pozostałe. Możecie sobie wyobrazić, jak płakała nad swoimi biednymi dziećmi.

W końcu, zrozpaczona, wyszła z domu, a najmłodsze koźlątko pobiegło razem z nią. Kiedy doszła na łąkę, zobaczyła, że pod drzewem leży wilk i chrapie tak, że aż trzęsą się gałęzie. Obejrzała go ze wszystkich stron i dostrzegła, że w jego wypchanym brzuchu coś się rusza i wierci. „Ach, mój Boże”, pomyślała, „czyżby moje biedne dzieci, które łapczywie połknął na kolację, jeszcze żyły?”

Koźlątko musiało pobiec do domu po nożyczki, igłę i nitkę. Potem mama rozcięła potworowi brzuszysko, a ledwie zrobiła pierwsze cięcie, jedno koźlątko już wystawiło główkę. A kiedy cięła dalej, wyskakiwały jedno po drugim, aż wyskoczyła cała szóstka. Wszystkie żyły i nie stała im się nawet najmniejsza krzywda, bo potwór w swojej łapczywości połknął je w całości.

Ależ była radość! Koźlątka tuliły się do swojej kochanej mamy i skakały z radości jak na weselu. Stara koza powiedziała jednak: „A teraz idźcie i poszukajcie dużych kamieni. Napełnimy nimi brzuch tej złej bestii, póki jeszcze śpi”. Siedem koźlątek w wielkim pośpiechu naznosiło kamieni i nawpychało mu ich do brzucha tyle, ile tylko się zmieściło. Potem stara koza błyskawicznie zaszyła mu brzuch, tak że niczego nie zauważył i nawet się nie poruszył.

Kiedy wilk wreszcie się wyspał, podniósł się, a ponieważ od kamieni w żołądku dokuczało mu okropne pragnienie, chciał pójść do studni, żeby się napić. Gdy jednak ruszył w drogę i zaczął kołysać się na boki, kamienie w jego brzuchu obijały się o siebie i grzechotały. Wtedy zawołał: „Co tak w brzuchu mi turkocze, co tak stuka i łomocze? Myślałem, że to koźląt sześć, a to kamienie, ciężko nieść!”

A kiedy doszedł do studni, nachylił się nad wodą i chciał się napić, ciężkie kamienie wciągnęły go w głąb, aż głośno plusnęło. Cały przemoczony, z trudem wygramolił się ze studni i z kamieniami w brzuchu powlókł się do lasu, daleko, daleko stąd. Kiedy koźlątka to zobaczyły, przybiegły całą siódemką, wołając głośno: „Wilka już nie ma! Wilka już nie ma!”, i z radości tańczyły z mamą dookoła studni.

Widzisz błąd w tej bajce? Daj znać.